Przyczyny łysienia

Pamiętam, że gdy pojawiły się u mnie pierwsze oznaki nadmiernego wypadania włosów, pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było wyciągnięcie się na fotelu, odpalenie laptopa i... dokładny research sieci w poszukiwaniu jego przyczyn. Wtedy jeszcze nie poznałem dr Majewskiego i nie wiedziałem, że cierpię na łysienie androgenowe. Jednak zebrałem w tym czasie bardzo wiele informacji, którymi chciałem się podzielić.

Jak można się domyślić - przyczyn łysienia jest bardzo wiele, począwszy od zdrowotnych, psychologicznych, po mechaniczne.

Mechaniczne przyczyny łysienia stosunkowo najłatwiej jest wyeliminować. Należy po prostu zrezygnować z niektórych naszych przyzwyczajeń lub próbować je jak najbardziej zredukować. Są to m.in.:

Łysienie powodowane przyczynami zdrowotnymi o wiele trudniej jest opanować. Często jest to wręcz niemożliwe - jak w przypadku niektórych chorób. Do tej kategorii zaliczają się:

W końcu kolej na przyczyny o podłożu psychicznym. Najczęściej wymienianym bodźcem, warunkującym nadmierne wypadanie włosów, który uznaje się dziś za chorobę cywylizacyjną - jest stres. Więcej uwagi poświęciłem temu problemowi w zakładce - “Stres a łysienie”. Drugim z kolei czynnikiem, który powoduje łysienie jest trichotillomania. Jest to dość rzadka choroba, a jej przyczyny upatrywane są właśnie w psychice chorego. Objawia się ona koniecznością wyrywania własnych włosów i nie możnością powstrzymania się od tej czynności.

A jak to wyglądało u mnie?

Przeglądając temat, zacząłem na starcie wynajdywać przyczyny, które mogły dotyczyć mojego łysienia. Na liście “prawdopodobnych” czynników, które wpłynęły na wypadanie włosów, w pierwszej kolejności znalazł się stres. Tego jednego byłem pewien - ponieważ w tamtym czasie bardzo dużo rzeczy sprzysięgło się przeciwko mnie. Postanowiłem jednak zasięgnąć porady lekarskiej i tak trafiłem na dr Majewskiego. Dowiedziałem się, że stres to jedynie czynnik wspomagający utratę moich włosów. Głównym winowajcą okazał się podwyższony DHT, a diagnoza była jasna: łysienie androgenowe.